Pierwszy wieczorny spacerek w sezonie.



Wczoraj późnym wieczorem zrobiłem pierwszy poważny spacer od kilku tygodni! Taki energiczny i rytmiczny. 5km pokonane w 00:52:53min/km Tempo 10:35min/km, a bluza nie przepocona. Może zdrówko powraca? Lekarz zalecił spacerować i Żona nalegała na tą ekstrawagancję od której się wzbraniałem. Wieczorem w domu Jej nie było i mogłem nie iść, mówiąc, że poszedłem. Obawiałem się jednak, że kłamstwo wyjdzie na wierzch. Lekarza można oszukać wmawiając mu, że się robi to, czego się nie robi, lecz Żony okłamać się nie da. Spojrzy w oczy i wie, czy człowiek łże jak pies, czy nie.

Ale nie ma tego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki spacerowi miałem tradycyjne minuty na przemyślenia, gdyż dodatkowe myślenie, zwyczajowo włączałem podczas biegania, a skoro teraz nie biegam, to tego nie robię. Dlatego w czasie biegania, nigdy nie miałem wciśniętych słuchawek do uszu, z których sączyłyby się gitarowe riffy Metaliki, lub innej rockowej kapeli, albo słyszałbym dźwięczny głos lektora, czytającego książkę o kosmitach. Ja wolę w tym czasie, który przeznaczony mam dla siebie - myśleć o pierdołach, a w bardziej wzniosłych momentach, gdy jestem bojowo nastawiony, o zbawianiu świata lub innych bzdetach. Bo komu rozsądnemu chciałoby się babrać w takim szambie, jakim jest świat? Próbując zbawić go lub uzdrowić. 
Kiedyś był taki jeden, który chciał nas zbawiać i marnie skończył, bo ludzie nikogo nie potrafią docenić. Nawet Zbawiciela! Dlatego należy nauczyć się dryfować przez życie, a jak się da, to żeglować pełną gębą! A najlepiej znaleźć kogoś, wspierającego nas w wędrówce przez życiową kloakę. Zatkać nos i razem płynąć przed siebie! Czy to są z mojej strony wulgaryzmy? Jakie wulgaryzmy? Przecież to docenienie życia. Wiele lat temu, słynny poeta Leopold Staff, pięknym wierszem wywindował gnój na piedestał życia! Ba! Bardzo pięknym:
...
Gnój

Czcigodny gnoju, dobroczynne łajno,
Tchnące, jak znojna najmity pazucha
I nowa skóra chłopskiego kożucha,
Ostrej tężyzny siłą życiodajną!

Żyzności łaskę kryjesz w sobie tajną
I ciało ziemi łaknie twego ducha.
W tobie nadzieja pól i wsi otucha,
Bo czynisz siejbę stokrotnie wydajną.

Zdrowiem z obory kiedy bijesz mlecznej,
Masz dziką świeżość potęgi odwiecznej,
Którą się brzydzą mieszczuchowie słabi.

Lecz czarnym bogom pracy, gdy im w lica
Dymisz w świt chłodny, niby kadzielnica:
Pachniesz jak wszystkie wonności Arabii!
...
To jest piękne. Docenienie życia takim jakie ono jest i dostrzeżenie korzyści z obornika! W ciężkich sytuacjach, gdy podupadniemy na zdrowiu lub innych życiowych problemach, na przykład Żona odejdzie do faceta, którego uważamy za debila, ukochany pies nam zdechnie, lub jakiś cham porysuje nasz nowy samochód. Można się nieźle załamać. Ale jeśli się przez owe problemy przebrnie i je strawi, należy dalej żeglować przez mętne wody życia, do końca świata, albo jeszcze dalej!
                                                                                                                                    OLDBOY65

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje kulinarne wędrówki – zupa dyniowa.

W swoich kulinarnych wędrówkach, nareszcie dotarłem   do zupy dyniowej! Może dlatego tak późno, gdyż mój kucharski światek, istnieją...