Ach ta dzisiejsza młodzież!



Ach ta dzisiejsza młodzież!
Z pewnością spotkaliście się z utyskiwaniem dorosłych ludzi mówiących; ach ta dzisiejsza młodzież to lub tamto. Ja również jestem już w takim wieku, że jak najbardziej wypadałoby mi narzekać na dzisiejszą młodzież. Dlaczego by nie? Prawie każdy ma krytyczne uwagi do młodych, to i ja mógłbym je mieć. Ale może nie jestem aż tak stary, by na młodych narzekać?

Czasem faktycznie nie ogarniam tematów, nie kumam czaczy lub nie czaję bazy jak to młodzi mawiają, lecz nie mam zamiaru psioczyć na nich. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Po prostu również już za nimi nie nadążam, lecz krytyczne spojrzenie na młode pokolenie wydaje mi się trochę dziwne, a precyzyjniej ujmując jest nie na miejscu, gdyż młodzież nie pochodzi z innej planety. Przecież to myśmy ich wychowywali, tak samo jak nas wychowywali nasi rodzice i jeśli mamy uwagi, powinniśmy kierować je przede wszystkim do siebie. Oni są tacy jak ich ukształtowaliśmy. Nie wychowywali się w przysłowiowym lesie, tylko w swoich domach.

Wychowywanie młodych ludzi przez rodziców, nie jest tak proste jakbyśmy tego chcieli. To pewnie najtrudniejsza umiejętność, którą człowiek powinien posiadać. Sztuka komunikacji z własnym dzieckiem. Brr! To jest jak czarna magia, którą należałoby się uczyć w szkole dla magów, ale takich szkół niestety nie ma. Są różne książki, poradniki, bywają kursy, pogadanki, lecz to są materiały czysto teoretyczne, bez emocji. Niestety każdy z nas ma w sobie jakieś fobie lub urojenia. Głupie przyzwyczajenia, powiedzenia lub nerwowe tiki. A wszystko, co jest w nas negatywne i niepotrzebne, dziecko w lot chwyta jak kolejny łyk rześkiego powietrza. Oj tego nie trzeba uczyć! To młodzież wchłania jak wyschnięta gąbka wodę i później to powiela.

Nikt z nas rodziców w wychowaniu dzieci nie ma doświadczenia, bo niby skąd mamy je mieć, skoro wcześniej nie mieliśmy własnych dzieci? Tego nie można się nauczyć jak montażu silnika. Bo silnik ma to w dupie czy jesteśmy wkurzeni, rozczarowani, zadowoleni lub rozżaleni, czy weseli podczas montażu. Najważniejsze żebyśmy dopasowali do siebie części silnika, tak jak powinniśmy to zrobić. Z dzieckiem tak się nie da, ponieważ do tego, co mamy przekazać, dochodzi sposób, w jaki chcemy to zrobić, jakie emocje w czasie przekazu nam towarzyszą i jaki młody człowiek ma do nas stosunek. Szanuje nas? Ufa nam? Docenia? Czy się na nas zawiódł?

Między nauczycielem a uczniem, nie ma aż tak bliskich relacji. Nauczyciel może olać to, że uczeń jest leniem i głąbem, a rodzic ma tego głąba kochać oraz wyprowadzić na ludzi, lecz jeśli mu się taki potomek przytrafi, to ma po prostu pecha. Ale również na tych uzdolnionych, pracowitych i posłusznych młodych ludzi, czekają niebezpieczeństwa, przed którymi musimy ich ustrzec. Niestety z każdym rokiem coraz mocniej odczuwając konflikt pokoleń. Bo nasze pragnienia coraz bardziej rozmijają się z pragnieniami młodych.
Jedynym sposobem na to, byśmy nie musieli na młodych narzekać, jest robienie tego, co do nas należy i będzie to, co będzie, bo świat cały czas się zmienia. My starzejący się ludzie coraz bardziej nie nadążamy, a młodzi mają do dyspozycji to, co dla nas kiedyś było nieosiągalne. I jak do tego będą podchodzić, w dużej mierze od nas zależy.

Gdy w ostatnią niedzielę września, stałem na Gomólniku Małym (807m n.p.m.) w ulubionych Górach Suchych. Zachwycając się przepięknym widokiem okolic, uwieczniałem na zdjęciach zmagania wdrapujących się na szczyt góry biegaczy i ujrzałem tego chłopca ze zdjęcia. Który mógł siedzieć przed telewizorem, komputerem lub spędzać kolejną godzinę z plejstejszyn w dłoniach, mordując zaciekle w jakiejś grze - ludzi, ogrów lub orków,  lecz On biegał! Dlaczego? Ponieważ ktoś mu pokazał, że może coś innego robić!
Nie narzekajmy więc, gdyż nasze dzieci są lustrzanym odbiciem nas samych. Jeżeli będziemy źli, one również będą złe. Jeśli będziemy dobrzy, one będą dobre, chociaż czasami zdarzają się rysy na szkle, niestety…
OLDBOY65

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje kulinarne wędrówki – zupa dyniowa.

W swoich kulinarnych wędrówkach, nareszcie dotarłem   do zupy dyniowej! Może dlatego tak późno, gdyż mój kucharski światek, istnieją...