Czas na warzywną metamorfozę - 2000 lat po śmierci Owidiusza.



„Wszak Wiek, co Złotego odziedziczył miano,

W którym zioła jedynie i owoce znane,

Był szczęśliwym, a jednak nie znał krwi obrzydłej.

Wtedy ptak bezpiecznymi ulatywał skrzydły,

Wszystko żyło w pokoju, nie bojąc się zdrady.

Ale gdy wynalazca ohydnej biesiady

Zgodny, w szczęśliwym świecie, zepsuwszy porządek,

Mięsne spuścił potrawy w żarłoczny żołądek,

Zbrodniom otworzył wrota…”
...

Owidiusz „Metamarfozy” (fragment)

Od jakiegoś czasu jestem na etapie warzywnych poszukiwań. Częściowo z przyczyn ideologicznych, chociaż w swoim życiu staram się nie kierować żadną ideologią, tylko zdrowym rozsądkiem, a przy jego okresowym braku - zwierzęcym instynktem. 
Jednak, głównym czynnikiem moich kulinarnych poszukiwań są skutki zdrowotne, czyli wprowadzenie optymalnej diety z którą chciałbym spędzić resztę życia.

Nie namawiam nikogo do wegetarianizmu, frutarianizmu, czy czegoś podobnego, bo każdy ma swoje przekonania. Poza tym, od tysięcy lat człowiek spożywa mięso i przekonywanie kogoś do tego, aby mięsa nie jadł jest trudne. Sam mam z tym problem. Ograniczam się jak mogę, lecz na dłuższą metę pękam i wracam do jedzenia kurczaków, wieprzowiny itd.

Do nie jedzenia mięsa namawiałbym z innych powodów - prozdrowotnych, lecz w innym spojrzeniu na ten temat. Kiedyś hodowano bydło, świnie i drób, aby mieć co do garnka włożyć. Mięso było drogie, więc nie dla wszystkich. Dlatego szanowano wszelkie stworzenia hodowlane, pomimo, że później pozbawiano je życia. Krowy, owce lub kozy pasły się na łąkach. Świnie tarzały się w błocie na podwórkach, a drób krzątał się wokół gospodarstwa, żywiąc się czym popadnie w czasie, gdy nie był karmiony.

Obecnie tylko gdzie nie gdzie, hoduje się zwierzęta, bo większość od dnia urodzenia, przetrzymywana jest w obozach zagłady, zwanych hodowlami. Tam też, przy setkach lub tysiącach sztuk, nikt nie liczy się z jednostką. To tylko stojące we własnych odchodach pieniądze, które muszą przeżyć do dnia unicestwienia, by je zyskownie pomnożyć. Schorowane i nafaszerowane antybiotykami zwierzęta, przetrzymywane w bestialskich warunkach, trafiają do rzeźni, gdzie nawet w pół żywe obdzierane są ze skóry i krojone na części. Tam też do skażonego chorobami mięsa, dodaje się różne składniki, by pachniało jak zdrowe i szprycuje się chemikaliami, aby zatrzymując wodę z kilograma mięsa, co najmniej jeszcze raz tyle uzyskać, oszukując klientów.

A my to spożywamy. Najczęściej udając, że wszystko jest w porządku, o niczym nie wiemy i nas to nie dotyczy, lecz tak nie jest, bo wiele cywilizacyjnych chorób, od spożywania zatrutego pokarmu się wywodzi. Mięso, wędliny, sery, mleko... - we wszystkim są antybiotyki, chemia konserwująca, strach oraz cierpienie zwierząt, za które musimy zapłacić swoim zdrowiem. Wybór należy do nas, czy będziemy za to przypłacać zdrowiem, czy nie.

Ja doszedłem do wniosku, że jest to na dłuższą metę nieopłacalne i postanowiłem chwycić się warzywnej alternatywy. Wiem, że nie będzie łatwo, bo kilka lat temu bez produktów zwierzęcych wytrzymałem niecałe 3 lata i było bardzo ciężko dostosować dietę do własnych potrzeb. Zwłaszcza, gdy nie ma zrozumienia i człowiek zostaje zupełnie sam w swoich dietetycznych poczynaniach. Teraz mam pomysł na posiłki, w sieci jest sporo ciekawego materiału dla roślinożerców, a przede wszystkim mam przekonanie, o słuszności swoich przemyśleń. Może tym razem będzie lepiej, żywić się po swojemu w świecie mięsożerców? W czasie, gdy kończę pisać ten artykuł, na kuchence gazowej gotuje się wywar z kości, na zupę pieczarkową dla Rodziny, a dla siebie zrobię pieczarkową bez tego dodatku, na kilku łyżkach hiszpańskiej oliwy z oliwek ekstra virgin YBARRA z Sevilli.
OLDBOY65

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje kulinarne wędrówki – zupa dyniowa.

W swoich kulinarnych wędrówkach, nareszcie dotarłem   do zupy dyniowej! Może dlatego tak późno, gdyż mój kucharski światek, istnieją...